W swoich kolejnych wspomnieniach dotyczących pojedynków Odry Opole, nie może zabraknąć przede wszystkim tych najwspanialszych, największych i chyba najważniejszych w całej historii klubu. Do takich właśnie, zaliczyć muszę pojedynki przeciwko CWKS Legia Warszawa. Śmiało też mogę tutaj dodać, a wręcz jestem przekonany, że mecz Odry przeciwko Legii, rozegrany w Warszawie 29 października 1978 roku, na pewno kwalifikuje się do miana najciekawszego i najbardziej emocjonującego w całej jej historii.
Ponieważ mecze Odry, o których wspominałem już wcześniej (o kolejnych jeszcze napiszę), zawierały w sobie tyle emocji i dramaturgii i to tak na boisku jak i na trybunach, dlatego nie sposób mi o nich zapomnieć, chociaż dotyczą już tak odległych czasów. Dlatego młodzi kibice tym sposobem, będą mieli okazję poznania namiastki tamtej wielkiej drużyny, jak i klimatu z trybun.
O dzisiejszej Legii, każdy szanujący się kibic wie prawie wszystko. O tej dawnej wojskowej, komunistycznej, złodziejskiej, przypomnę Wam sam w kilku poniższych zadaniach. Wszystkie mecze rozgrywane przeciwko klubowi z Warszawy zawsze elektryzowały cala Polskę - jak ona długa i szeroka, od Bałtyku, aż po Tatry. Na te mecze wszyscy kibice oczekiwali z niecierpliwością. Było to zawsze najważniejsze wydarzenie tygodnia. Kibice wyczekiwali z utęsknieniem na mecz, w którym wreszcie Legia będzie upokorzona. I wcale nie klasa rywala, jak mogłoby się wydawać, choć Legia w swoich szeregach posiadała wspaniałych piłkarzy. Dorobek i osiągnięcia tego klubu są wyjątkowo bogate, nagromadzone tytuły, medale i puchary, była magnesem dla polskiej publiczności, tłumnie zasiadającej na trybunach i przy odbiornikach.
Powodem tego wielkiego zainteresowania nie był również "kompleks stolicy", jak to błędnie lubią sobie tłumaczyć dzisiejsi kibice internauci z Łazienkowskiej.
Powód był tylko jeden, a mianowicie wielka niechęć, a często wręcz nienawiść do tego klubu! Zrodzona antypatia do tej drużyny, do jej barw klubowych, zasiana nam przez lata komunizmu i kolejno pielęgnowana z dużą starannością przez całe dziesięciolecia. Tak trwało, aż do dnia w którym wywalczyliśmy oczekiwaną zmianę ustroju i prawdziwą wolność, a skrępowanie radykalną pętlą "czerwonego" rządu przeszło do historii. W naszym ówczesnym kraju na w pół komunistycznym, gdzie nieomylnym był tylko człowiek w mundurze, posiadający zawsze i bez wyjątków decydujące zdanie. W kraju gdzie tylko "ich" decyzje były prawomocne, do tego w sprawach nie tylko politycznych, ale również sportowych - drużyna Legii właśnie była wielką wizytówką. Wizytówką ludzi, tamtego rządu i ich całego chorego systemowego tworu. Mundurowi tak jak żołnierz, milicjant czy ormowiec utożsamiali się z drużyną Legii. Lata które wspominam były długim okresem czasu, w którym klub z Warszawy swoja sławę zawdzięczał głównie podłym kradzieżom najlepszych lub tych wyróżniajacych się piłkarzy z innych polskich klubów!
Raz jeszcze oddając Legii co należne, dodam, ze osiągnięcia w kraju jak i w Europie były znaczne, ale wobec pozostałych polskich klubów sportowych już od samego początku był to wyścig
nieuczciwy, z góry przegrany, w którym przeciwnicy Legii już na samym starcie po mistrzostwo i zaszczyty pozostawały w "blokach startowych" i pozbawione były szansy uczciwej rywalizacji, czyli krótko mówiąc gry fair-play. A o to przecież głównie chodzi w ideologii sportu
i piłce nożnej. I tak czasem sobie myślę, że nasz wielki narodowy wódz, Józef Piłsudski, założyciel klubu Legia Warszawa w 1917 roku, na samą myśl, o tym, na jakich zasadach będzie funkcjonować jego twór w przyszłości, przewrócił by się w grobie ze wstydu. Był to bowiem człowiek prawy, dla którego honor znaczył więcej niż życie. Natomiast działalność nowej Legii oparta była na zupełnie innych zasadach i normach. Po prostu sztucznie ukształtowano wojskowy klub sportowy wspierany przez wszystkie organy ówczesnej władzy. Oczko w głowie samego Ministerstwa Bezpieczeństwa i Obrony Narodowej. Klub budowany na podwalinach budżetu kraju. Tak, tak, możliwości tamtejszej Legii były naprawdę nieograniczone.
Zastanówmy sie w tym miejscu komu więc mogło się udać wygrać z tak perfidnie grającym przeciwnikiem. Zdolni piłkarze z innych klubów często mieli do wyboru mundur, koszary, poligon, ciężką służbę lub koszulkę Legii. W której będąc już szeregach otrzymywali świetną płacę, opiekę medyczną w najnowocześniejszych szpitalach tych dla wybranych, wszelkie ulgi społeczne, ubezpieczenia i wreszcie wojskowe emerytury w przyszłości. Te składniki były kartą przetargową w rękach klubu. Gdy jednak znalazł się jakiś szalony piłkarz patriota i propozycję odrzucił, to bardzo szybko lądował na jakimś odległym od miejsca zamieszkania poligonie wojskowym i kończył swoją karierę piłkarską jako saper lub czołgista.
Właśnie w taki sposób Legia sprawnie wysysała ligowe kluby z ich wielkich talentów i wirtuozów zielonej murawy.
Dewizą Legii było: nie szkolić, a werbować!
Po takim wstępie pytanie nasuwa się samo.
Jak w takim wypadku inne kluby mogły dotrzymać kroku tym "wybrańcom"?
Kto mógł być kibicem takiego klubu?
Choć jak mawiali komuniści cudów nie ma, takowe jednak się zdarzały i jednym z takich był mecz malutkiej Odry z Opola z goliatem z Warszawy na Łazienkowskiej. Mecz, w którym teoretycznie słabsi piłkarze wsparli się na wyżyny swoich umiejętności, dając z siebie wszystko co najlepsze, ażeby raz jeszcze dokopać Legii i na zawsze spocząć w naszej pamięci. Pamięci prawdziwych kibiców, uczciwych ludzi z uczciwych klubów, dla których klub, piłkarze i jego barwy były jak rodzina.
Przyznam, że miałem to wielkie szczęście w życiu i trafiłem na świetny okres gry piłkarzy opolskiej Odry.
Był to w prawdzie okres krótki, acz bardzo owocny, w którym klub z Opola sięgnął po Puchar Ligi, zdobył ligowe mistrzostwo jesieni i rozegrał dwa dobre mecze w Pucharze UEFA, gdzie przeciwnikiem opolan była uznana drużyna z Niemiec FC Magdenburg. Ekipa czerwono-niebieskich (oryginalne barwy) z Opola, była dla nas kibiców niczym doskonała orkiestra, w której dyrygentem był nie kto inny, jak świetny trener, żywa już legenda, pan Antoni Piechniczek.
cdn...
Foto: Seba, historia.odry.hk.pl