Mecz nie mógł rozpocząć się lepiej dla gości. Pierwszą akcję spotkania, rajd lewą stroną Madrina Piegzika, udało się jeszcze katowickim obrońcom wybić na rzut rożny, ale już dośrodkowanie z niego w wykonaniu Marka Tracza na bramkę zamienił strzałem głową z kilku metrów Łukasz Ganowicz, kapitan niebiesko-czerwonych. Katowiccy piłkarze wyraźnie mają problemy z koncentracją na początku meczu. To bowiem kolejne spotkanie, w którym tracą bramkę właśnie w pierwszych minutach. Nic więc dziwnego, że trener miejscowych denerwował się po meczu. - Ta sytuacja to kuriozum, po prostu ręce opadają. Odra oddała w całym meczu jeden celny strzał i zdołała zremisować, to po prostu niewyobrażalne - mówił Wojciech Osyra.
Rzeczywiście - poza tą jedną akcją opolanie w całym spotkaniu nie stworzyli już większego zagrożenia pod bramką Jacka Gorczycy. Niemalże całą jedenastką skupili się na obronie korzystnego rezultatu. Nie dziwi więc, że mimo zdecydowanej przewagi akcje GKS-u przypominały bicie głową w mur. Niestety, czujna dotychczas obrona Odry zagapiła się w 44. minucie i popełniła fatalny w skutkach błąd. Pozornie niegroźne dośrodkowanie Roberta Sierki przeciął Grażvydas Mikulenas i wyrównał wynik spotkania. - Odra przyjechała i cały autobus wysadziła w swoje pole karne - denerwował się defensywnym nastawieniem opolan strzelec wyrównującego gola. - Niestety, jesteśmy źle przygotowani do sezonu i byliśmy zmuszeni grać taką piłkę. Nie mamy po prostu sił na grę w otwarte karty - tłumaczył bramkarz Odry Marcin Feć. Mimo jeszcze kilku dobrych okazji katowiczanom nie udało się już go pokonać, a najbliżej tej sztuki był tuż przed końcem Damian Mielnik, jednak jego potężne uderzenie fantastycznie obronił opolski golkiper.
Chwilę
wcześniej - po zagraniu ręką w polu karnym właśnie tego piłkarza - niebiesko-czerwoni domagali się rzutu karnego, sędzia uznał jednak, że Mielnik w tej sytuacji nie ruszył ręką, a piłka została na nią nabita.
- Mam nadzieję, że komuś podobała się nasza gra, bo mnie osobiście się nie podobała. W tym momencie nie ma to jednak większego znaczenia. Cel uświęca środki, punkt jest najważniejszy, a z tego remisu cieszę się prawie jak ze zwycięstwa - powiedział trener Prawda. Już w środę jego podopiecznych czeka kolejne spotkanie, tym razem na własnym stadionie podejmą wicelidera Znicz Pruszków.
Do kuriozalnej sytuacji doszło w 78. minucie, kiedy za faul na Mateuszu Sroce żółtą kartkę otrzymał czarnoskóry piłkarz Odry Pape Samba Ba. Katowiccy kibice ostre zagranie opolanina skwitowali buczeniem, za co ten pokazał im tzw. gest Kozakiewicza. Sędzia Paweł Płoskonka zdecydował się pokazać mu za to drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę. - Wiem, że został sprowokowany, ale w takiej sytuacji powinien trzymać nerwy na wodzy - stwierdził po meczu arbiter. - Polscy kibice to rasiści - skwitował krótko całe zajście wściekły Senegalczyk.
0-1,Ganowicz, 2 min.
1-1, Mikulenas, 45 min
GKS Katowice: Gorczyca - Sroka, Markowski, Kopias, Mielnik, Jaromin, Prasnal, Sierka (74 Wijas), Górski (67 Plewnia), Kaliciak, Mikulenas.
Odra Opole: Feć - Ganowicz, Copik, Tracz, Ugo (91 Karasiak), Józefowicz (63 Wodniok), Bajdziak (74 Stępień), Pape Samba Ba, Surowiak , Filipe, Piegzik.
Żółte kartki: Gorczyca, Wijas (GKS) oraz Wodniok, Filipe, Samba Ba (Odra).
Czerwona kartka: Samba Ba, 78 min – za drugą żółtą.
Widzów: 5000 (200 z Opola).
Źródło: gazeta.pl