Zespół Znicza przedłużył swą znakomitą serię i wygrał szóste spotkanie z rzędu. Swoją postawą goście nie zachwycili, ale najlepszy strzelec II ligi - Robert Lewandowski z zimną krwią wykorzystał w 50. min błąd Błażeja Karasiaka i strzałem z siedmiu metrów zdobył "złotą bramkę“. Piłka wpadła do siatki obok nogi interweniującego Marcina Fecia.
- Goście niczym nas nie zaskoczyli - mówił po meczu pomocnik Odry Piotr Bajdziak. - Są rewelacją ligi i spodziewałem się, że pokażą lepszy futbol. Osiągnęli jednak to co chcieli. Staraliśmy się, atakowaliśmy do końca, ale zabrakło chyba pomysłu na sforsowanie defensywy rywala. Po tej porażce nasza sytuacja w tabeli znów robi się ciężka. To spotkanie pokazało jednak, że druga liga jest wyrównana i z każdym można powalczyć. Z tą myślą musimy podejść do pozostałych spotkań.
- Rzeczywiście znów nasze położenie jest nieciekawe - przyznał trener Odry Andrzej Prawda. - Liczyłem, że po dwóch meczach bez porażki uda się przerwać piękną serię pruszkowian i chociaż zremisować. Niestety jeden błąd sprawił, że znów przegraliśmy. W pozostałych czterech meczach musimy zdobyć sześć punktów, żeby na koniec sezonu niczym się nie przejmować.
Po stracie bramki wydawało się, że to koniec emocji. W pamięci trzeba było bowiem mieć fakt, że Odra jest słabo przygotowana fizycznie. Opolanie o dziwo ruszyli jednak do ataku.
- Kilka razy mocno zakotłowało się w naszym polu karnym, głównie po stałych fragmentach gry - powiedział Jacek Grembo-cki, szkoleniowiec Znicza. - Odra najprostszymi środkami stwarzała zagrożenie pod naszą bramką i do końca musieliśmy drżeć o zwycięstwo.
To, że Odra przycisnęła, a jej zawodnicy wytrzymali mecz kondycyjnie było największym pozytywem tego meczu.
-
Motorycznie wyglądamy lepiej niż trzy tygodnie temu - ocenił trener Prawda.
- Fizycznie czuję się bardzo dobrze - przyznał Bajdziak, który akurat przez większość przygotowań nie trenował z Odrą. Przyszedł bowiem do zespołu na trzy tygodnie przed rozpoczęciem rundy wiosennej.
Najbliżej wyrównania byli: Ugochukwu Enyinnaya (nie namyślał się wiele i uderzył z pierwszej piłki, ale ta wpadła wprost w ręce golkipera gości Adriana Bieńka) i Błażej Karasiak. Po uderzeniu tego drugiego przewrotką futbolówka ześlizgnęła się po poprzeczce przyjezdnych.
Najlepszą okazję do zdobycia bramki dla naszego zespołu miał jednak tuż przed przerwą Marcin Józefowicz. Po jego uderzeniu z 16 metrów piłka o centymetry minęła słupek.
- Wielka szkoda, że z tej akcji nie było bramki - żałował trener Prawda. - Gdyby padła, to pewnie bylibyśmy w lepszych humorach.
Goście oprócz bramki jeszcze raz poważnie zagrozili naszemu zespołowi. W 28. min w sytuacji sam na sam z Feciem był dobrze znany w Opolu Tomasz Feliksiak. Z tego pojedynku zwycięsko wyszedł nasz golkiper.
Oprócz straty punktów zmartwieniem dla opolskich kibiców może być kontuzja "Ugo“ Enyinnai. Z boiska po meczu został zniesiony na noszach z wielkim bólem kolana.
- Na razie trudno powiedzieć, czy to groźny uraz- stwierdził trener odnowy biologicznej w Odrze Mariusz Gnoiński. - W czwartek przeprowadzimy dokładne badania.
0-1 - Lewandowski, 50 min.
Odra: Feć, Ganowicz, Copik, Karasiak, Tracz, Ugo, Józefowicz (61' Pontus), Bajdziak (61' Stępień), Surowiak, Filipe, Piegzik.
Znicz: Bieniek, Lewczuk, Kowalski, Kokosiński, Januszewski, Rybaczuk, (81' Florian), Osoliński, Grzeszczyk (88' Rackiewicz), Herman (72' Paluchowski), Feliksiak, Lewandowski.
Źródło: nto.pl