Niebiesko-czerwoni wykorzystali skutecznie dwa stałe fragmenty gry, jakie wypracowali sobie w ciągu pierwszych 45 minut. Najpierw w 13 minucie po rzucie wolnym i sztandarowym już podaniu Madrina Piegzika, piłkę głową do bramki posłał Ugo. 6 minut później było już 2:0. Tym razem po krótko rozegranym rzucie rożnym, piłkę po technicznym uderzeniu Artura Błażejewskiego do własnej bramki głową skierował Bartłomiej Sielewski.
Do końca tej połowy wiślacy byli tylko tłem dla dobrze operujących futbolówką gospodarzy. Przyjezdnym często puszczały nerwy i niejednokrotnie prowokowali opolan do zagrań faul. Nad sytuacją na boisku tylko starał się panować prowadzący zawody Sławomir Jarzębak. Nim jednak zagwizdał do szatni, zdążył poprawić sobie komfort sędziowania, wyrzucając z boiska przepychających się przed polem karnym Tomasza Nakielskiego i Karola Gregorka.
Oczywiście taktyka miejscowych zmieniła się zaraz po wyjściu na drugą odsłonę spotkania. Przebudzeni po przerwie płocczanie próbowali odrobić straty,
ale już w 56 minucie nadziali się na kontrę. W swoim stylu obrońcę zgubił Piegzik, wyłożył futbolówkę Piotrowi Bajerze, lecz ten zamiast strzelać podał do lepiej ustawionego Ugo. Nigeryjczyk jakby od niechcenia, ale bardzo pewnie pokonał Jakuba Skrzypca.
Wisłę stać było tylko na jednego, honorowego gola. W 62 minucie Sławomir Peszko wykorzystał zamieszanie w polu karnym i zmniejszył rozmiary porażki biało-niebieskich. Do końca pojedynku obraz gry nie uległ zmianie. Nasza defensywa umiejętnie wybijała nafciarzy z uderzenia, a gdy było ciut groźniej, z opresji ratował nasz zespół Marcin Feć.
To bardzo ważne, w perspektywie zimowej przerwy zwycięstwo. Zdobyte 24 punkty zapewniły naszej ekipie w miarę spokojną zimę w ligowej tabeli. Takiego spokoju w klubie jednak być nie powinno. Drużynę czekają zmiany kadrowe, urealnienie płac piłkarzy i nowe decyzje kontraktowe. Jednak póki to się rozpocznie, a my zaczniemy o tym pisać, pocieszmy się trochę z sobotniej wygranej.
Foto: gazeta.pl