Będą wielkie pieniądze - będzie wielka Odra - wywiad z trenerem Andrzejem Prawdą

Zadowolony z lekkim niedosytem z rundy jesiennej, szykujący spore zmiany w okresie przygotowawczym do drugiej części sezonu i optymistycznie nastawiony na utrzymanie się w lidze - taki jest Andrzej Prawda, dyrektor sportowy i od kilku tygodni także trener naszego klubu. Dla stron oleska51.com i sportowefakty.pl opowiada on o minionych wydarzeniach i planach na najbliższe miesiące.

Był pan do niedawna dyrektorem sportowym, teraz także trenerem. Jak się pan czuje w nowej roli? - Znakomicie! Ci, którzy podejmowali tą decyzję mieli trudny wybór. Dla niektórych jest to małe, dla innych duże zaskoczenie. Wiadomo - przechodzi nowy człowiek, nowy charakter, przychodzą nowe pomysły. Mi było o tyle łatwiej, że przechodząc tutaj znałem zespół. To było moim atutem. Niektórzy mówią, że lepiej, gdy przychodzi miotła z zewnątrz - nic nie wie, nic nie widzi, ale uważam, że są to błędne teorie. Poza tym, że byłem dyrektorem, uczestniczyłem też w procesie szkoleniowym, dwukrotnie przygotowywałem bramkarzy. Więc nie było to tylko siedzenie za biurkiem, byłem bardzo aktywny. Mroziewski miał to szczęście, że wiedziałem co jest potrzebne na poziomie drugoligowym, bo siedzę w tym od wielu lat - jako szkoleniowiec i dyrektor. Miałem udział w kilku ostatnich meczach oficjalnie jako trener. Chciałbym jak najszybciej zapomnieć o meczu z Zagłębiem Lubin. To był chyba najgorszy moment na rozegranie tego spotkania. Nawet do Turka jechaliśmy niemal jak skazańcy. Drużyna z tej miejscowości wygrywała mecz za meczem, my wręcz przeciwnie. Zespół jednak pokazał, że ma ambicje i grać potrafi. Później w Gliwicach po tym samozadowoleniu z wygranej z poprzedniej kolejki, sprowadzono nas na ziemię. Ale zakończyliśmy dobrym meczem z Wisłą Płock. I trzeba też pamiętać z jakim budżetem graliśmy, z jaką organizacją, więc uważam, że ta końcówka była niezła, zdobyliśmy prawie 33% punktów.

Wyniki były pod pana wodzą bardzo przyzwoite, planuje więc pan pozostać na tym stanowisku do następnej rundy? - Mam podpisany kontrakt trenerski do końca sezonu, do końca czerwca. Pracuję w tym zawodzie ponad 20 lat i wielokrotnie prowadziłem zespoły drugoligowe, miałem też epizody pierwszoligowe. Jako ciekawostkę, mogę dodać, że jestem jedynym trenerem pierwszoligowym, który nie przegrał meczu. Ale ta anegdota ma też drugą stronę. Prowadziłem tylko dwa mecze w lidze (śmiech), ale udało mi się na początku lat 90-tych grając przeciwko Górnikowi Zabrze wyciągnąć remis z wyniku 0:2. W życiu nie zostałem tak wycałowany przez płeć męską, bo przecież rzuciła się na mnie cała drużyna (śmiech). To było bardzo sympatyczne. Cieszę się, że i tutaj jak do tej pory dobrze poszło i mam nadzieję, że nie dojdzie do roszad szkoleniowych, chyba że moje metody będą nie do przyjęcia dla zarządu, ale myślę, że do tego nie dojdzie.

Z niemal rocznej pracy trenera Mroziewskiego jest pan zadowolony? - Nigdy nie oceniam swoich trenerów, a szczególnie swoich poprzedników. Witold kiedyś się nawet podparł moją teorią - nieważne jaki zespół się bierze, ważne po kim się bierze. Wydaje mi się, że nie jest to tajemnicą, że to ja powołałem go na stanowisko, mieliśmy kiedyś wspólny epizod pracy zaczynając w Świcie Nowy Dwór. Znałem więc jego warsztat, wiedziałem jaki ma stosunek do zespołu, jaki jest wymagający, sumienny w tym co robił. Nie był jak Copjak - drastyczny w jedną stronę, ale też nie był jakimś mięczakiem i okazało się, że to za skutkowało, szczególnie na początku rundy, kiedy ten zespół się wzmocnił takimi piłkarzami jak Copik, Błażejewski, Janicki, czy Feć. Spowodowało to, że wygrywaliśmy u siebie, na wyjazdach i wydostaliśmy się z tej strefy spadkowej, plasując się na bezpiecznym miejscu. Jesień już była nieco słabsza, ale nie chciałbym tutaj jak już mówiłem oceniać, wystawiać cenzurek. Jak zawsze mówię - piłka jak i człowiek, zawsze przyzwyczaja się do dobrego. I to się sprawdziło. Problem zaczął się na początku sezonu po szczęśliwej wygranej z Piastem Gliwice, mieliśmy słaby okres. Ale w zespole jest potencjał, który kilkakrotnie został pokazany. Nie chcę więc oceniać byłego trenera, bo gdybym to zrobił, oznaczałoby to, że ze mną jest coś nie tak.

Jak pan oceni zawodników nabytych przed rundą jesienną? Karasiak, Marcinkiewicz, czy Bajera to były średnio udane nabytki... - Jeśli chodzi o Karasiaka... Jest to młody chłopak, ma 20 lat, niesamowite warunki fizyczne, niezłą jak na ten poziom technikę. Będę bardzo tego chłopaka bronił. Ja nie mówię, że jest to zawodnik ukształtowany na drugą ligę. Ale też nie miał zbyt wielu okazji, aby się pokazać. Miał kilkuminutowe epizody, trudno go ocenić. Ja uważam, że nawet w ostatnim zwycięskim meczu z Wisłą Płock miał może cztery, może pięć kontaktów z piłką, dwa odbiory, dwie wygrane głowy. Oczywiście, nie tylko na tym polega gra w piłkę nożną w drugiej lidze i na dzień dzisiejsz nie zbuduje wielkiej kariery. Życzę Karasiakowi, aby poszedł dobrą drogą. Co do Marcinkiewicza... Tutaj ustawiła się taka bariera pewnej krytyki, ale niektóre mecze w jego wykonaniu były naprawdę na niezłym poziomie. Na tym poziomie i za takie pieniądze znajdziemy może jeszcze lepszych chłopaków (Marcinkiewicz rozwiązał kontrakt - red.).

Zawiódł też Bajera... - Bajera także nie miał kiedy zawieść, zagrał raptem pięć meczów. Ma on za sobą mecze w pierwszej lidze, ponad setkę meczów w drugiej lidze i około 50. bramek na swoim koncie. Był naszym najlepszym napastnikiem w okresie przygotowawczym i gole strzelał dość klasowym rywalom. I kiedy wszyscy byli przekonani, że parą wiodących napastników będzie Ugo i Bajera, okazało się, że Piotrek siedzi na ławie lub wchodzi na ostatnie dziesięć minut, a jak już wchodzi to od razu otrzymuje informację, że jest w słabej formie (śmiech). Nie bronię go, na pewno zawiódł i nie był to ten zawodnik, którego ja znałem. Z tym się zgodzę. W ostatnim meczu też grał po naderwaniu przyczepów mięśni i był nie do końca wyleczony. W zespole musi zostać kilku zawodników doświadczonych, Piotrek na razie na pewno nie odejdzie.

Pana zdaniem, który zawodnik Odry w rundzie jesiennej był tym najlepszym? - Statystycznie, wg pewnego świetnego programu komputerowego najlepszy był Feć, zaraz po nim Ugo, a na trzeciej pozycji plasuje się Artur Błażejewski. Pod uwagę brane były najdrobniejsze szczegóły ze wszystkich spotkań, także ilość czasu spędzonego na boisku. Dlatego też musiało zabraknąć w czołówce np. Madrina Piegzika, który pokazał się z dobrej strony. Ja mogę jako kibic ocenić tych najlepszych, nie chcę jako trener, tym bardziej, że wybranie tego jednego, najlepszego byłoby niesprawiedliwe.

Może w takim razie wczuje się pan w rolę kibica? - Mogę się wczuć (śmiech), jako kibic i jako dyrektor. Na pewno Marcin Feć miał bardzo udaną rundę, to nie podlega żadnym kwestiom. Mam taką dziką satysfakcję, że trochę też dołożyłem się do jego przyjścia. Oczywiście także Ugo się wyróżnił, bo co można powiedzieć złego o jego grze to powiedzieć można, ale co strzelił to strzelił. Jako trener będę się zawsze modlił, aby mieć u siebie takiego zawodnika. Niech on cały mecz nic nie gra, niech nawet podaje do przeciwnika, ale jak strzeli jedną bramkę w meczu to będę go trzymał. Bo zwykle na poziomie drugoligowym po strzeleniu bramki się nie przegrywa. Na pewno też dużą rolę w zespole pełni Tomasz Copik.

Potrafi pan wskazać najlepszy i najgorszy mecz Odry z tej pierwszej części sezonu? - Powiem szczerze, że najgorszego chyba nie widziałem. Z tego co słyszałem to bardzo źle wyglądała nasza gra w Stalowej Woli - i tam właśnie mnie zabrakło, był to jedyny mecz, którego nie widziałem. Bazuję się na ocenach dziennikarzy, trenerów, samych zawodników. Było to podobno naprawdę żenujące widowisko. Właściwie pół meczu jedenastu na dziesięciu i samym utrzymaniem się przy piłce można było tam parę bramek strzelić, natomiast wyszło
tak jak wyszło. Z meczów, które ja widziałem, czyli pozostałych, najsłabiej wypadliśmy w Gliwicach. Tam zanim zdąrzyłem usiąść na ławce, już przegrywaliśmy. I w dodatku straciliśmy później taką kuriozalną bramkę. A ten najlepszy? Myślę, że było kilka meczów dobrych jak np. z Lechią Gdańsk. Od dawna służy nam ten morski klimat. Wspaniałe spotkanie zagraliśmy w pierwszej połowie z GKS-em Jastrzębie. Ja powiem tak - oczywiście w piłce liczą się bramki, ale jakość gry tutaj była naprawdę wysoka. Bardzo dobry mecz rozegraliśmy w Turku. U niektórych w drugiej połowie widziałem łzy w oczach z niedowierzania, że Odra tak potrafi grać i to na wyjeździe. Trzeba też powiedzieć o ostatnim starciu z Wisłą Płock. Pod koniec meczu na trybunach słyszeliśmy "Ole, ole", a tego na Oleskiej dawno nie było. Może zabrzmi to nieskromnie, ale te dwa mecze ja prowadziłem. Oczywiście wcześniejsze jak już mówiłem, także bywały dobre, szczególnie pierwsze połowy, bo potem coś się złego działo, nie potrafiliśmy utrzymać tempa i już było gorzej.

Jak w pana oczach wypadli kibice? Mam tu na myśli frekwencje, oprawy, doping... - Ja przez kilka lat miałem przyjemność pracować w klubach, gdzie była bardzo wysoka frekwencjach, jak i w klubach, gdzie była ona niewielka. Ale opolską publicznością jestem zachwycony z dwóch powodów. Po pierwsze, jak na stutysięczne miasto, frekwencję mamy naprawdę wysoką, choć bywało z tym różnie. Niektórych kibiców różnie mobilizuje klasa przeciwnika, czy nawet pogoda, ale ogólnie rzecz biorąc sympatyków mamy naprawdę udanych. Doping jest powiedzmy w miarę grzeczny, to znaczy nie używane są zbyt często wulgaryzmy. Nie są wywieszane też jakieś niedozwolone transparenty, czy używane zakazane przez PZPN okrzyki, dzięki czemu klub jest zwolniony od płacenia wysokich kar finansowych. Wzruszył mnie moment, kiedy kibice chcieli wywiesić coś niezgodnego z przepisami. Był wtedy obecny delegat PZPN i kiedy on przeszedł obok sektora, już tego nie zobaczył. Mnie to bardzo rozbawiło, choć oczywiście nie popieramy tego typu zachowań, ale brawa się należą za poczucie humoru i takie cwaniactwo, które chcieli pokazać i pokazali, mimo, że był obecny wspomniany delegat.

Teraz został wprowadzony zakaz wywieszania pewnych flag i transparentów, za złamanie, którego grozi aż walkower... - To jest zakaz wymyślony przez UEFA i powiem, że do pewnego stopnia zachowanie na trybunach prezentuje to stanowisko klubu i pewnej części ludzi. Widowisko sportowe jest widowiskiem sportowym i wywieszanie haseł, które noszą znamiona mające ze sportem niewiele wspólnego typu nazistowskie, rasistowskie itd... Tego tak naprawdę nie wywołują normalni kibice. Ja rozumiem młodych ludzi, którzy mają pewne pokłady energii i niech one najlepiej właśnie się ukierunkowują na dopingowaniu swojego zespołu, a nie na wyrażaniu opinii kierowanych do ludzi, którzy często są nawet ich rówieśnikami. Przykładowo - policjant. Chłopak 20-21- letni, wybrał taką drogę życia, a nie inną, czasem musi przeciwko swojemu koledze z podwórka występować i odwrotnie. Są to rzeczy smutne, przykre. I dlatego im szybciej zrobi się z takim zachowaniem porządek, tym lepiej. Klub jest organizatorem imprezy i jest za to wszystko odpowiedzialny. My składając prośbę o licencję, podpisujemy jeden z dokumentów, którym jest pełne podporządkowanie się decyzjom i uchwałom PZPN-u. Można się kłócić co do wysokości kar, ale pozostaje tylko unikać tego typu zachowań i wtedy tych kar nie będzie.

Zaskoczeniem dla wszystkich była rezygnacja z Tomasza Nakielskiego. Co było głównym powodem takiej decyzji? - To jest bardziej pytanie do zarządu, do prezesa. Ja nie chciałbym tego komentować. Na dzień dzisiejszy taka jest decyzja. Może będzie ona jeszcze zmieniona. Ja mogę Tomka ocenić według tego, co osiągnął w ostatnim roku. A osiągnął niewiele, to trzeba powiedzieć jasno. Na 37 meczów rozegrał 550 minut, czyli około 6 spotkań. Nie uczestniczył w całej rundzie wiosennej lecząc kontuzję, ma 33 lata. Nie mówię, że jego nie chcę - wręcz przeciwnie. Ale klub ma też swoje priorytety, plany szkoleniowe, finansowe. Nie ukrywam, że sprawa nie jest jeszcze do końca przesądzona i może się jeszcze zmieni.

Ostatnio jest głośny szum wokół ewentualnego powrotu Marcina Lachowskiego. Jak duże szanse widzi pan na jego przyjście? - Powiem szczerze - nie znam chłopaka ani osobiście, ani z boiska. Widziałem go w życiu ze dwa, trzy razy. Jego przebieg kariery na pewno jest dowodem, że jest to sporej klasy piłkarz. Dziwię się, że w ogóle zakotwiczył gdzieś w czwartej lidze, choć można to różnie interpretować. Zawszę mówię działaczom - dajcie mi dobrych piłkarzy, a zrobię dobry zespół. Lachowski ma tutaj pewne zaszłości, które popełnił. Był może wtedy młody, nieodpowiedzialny, może też zadufany w sobie, zarozumiały. W tej chwili jest już dorosłym człowiekiem. Rozmowy z nim trwają i myślę, że jeżeli wróciłby do Odry, której jest pełnoprawnym wychowankiem i pokazał dobrą grę to zamazałby swoje błędy. Mógł tam coś brzydkiego pokazać, brzydkiego powiedzieć, ale ludzie różne rzeczy mówią w emocjach i na pewno nie można go skreślać jako człowieka, czy jako piłkarza. Jest grupa piłkarzy, która chce jego powrotu, chce się z powrotem zaprzyjaźnić. Teraz to jest jego problem, żeby przekonać do siebie ludzi.

A jak wygląda sprawa z Ugo? Zostało mu pół roku ważnego kontraktu. Będziecie chcieli na nim zarobić, czy raczej zostanie z obawy, że nie będzie kto miał dla Odry strzelać bramki? - Jeżeli drugoligowy zespół ma piłkarza, na którym można zarobić to oczywiście trzeba umiejętnie podbijać jego cenę i nie trzymać go na siłę. Może znajdziemy podobnego snajpera, Ugo nie jest jedynym takim piłkarzem w Polsce. Naturalnie jego umiejętności strzeleckie są nie do przecenienia, ale jeżeli trafi się chętny do jego sprowadzenia kontrahent to na pewno podejmiemy rozmowy.

Na ile w tej chwili Ugo jest wyceniany? - Dobry napastnik w lidze polskiej kosztuje 400-600 tysięcy złotych. Nie mówię, że za Ugo będziemy tyle żądali. Na razie nikt z poważną ofertą się nie zgłosił, ale takie propozycje padają w ciagu kilku minut i możemy się ich spodziewać.

Na ostatnim meczu na trybunach gościli holenderscy skauci i podobno Ugo oraz Piegzik przypadli im do gustu. - Byli obecni i zachwyceni postawą tych dwóch piłkarzy, spodobał im się także z czasem Copik, ale póki co - konkretów żadnych nie ma.

Jakie są plany zespołu na zbliżający się okres przygotowawczy? - Planujemy w połowie stycznia wyjechać na 15 dni gdzieś w okolice Opola, być może do Pokrzywnej. Drugie zgrupowanie będzie miesiąc później w Paryżu, gdzie rozegramy trzy spotkania kontrolne. W Polsce umówieni jesteśmy na sparingi m.i.n. z MKS-em Kluczbork, Ruchem Chorzów, Polonią Bytom i Piastem Gliwice.

Odra powalczy o coś więcej niż o utrzymanie, czy tylko na tym się skupi? - W tym roku celem jest spokojne utrzymanie, można powiedzieć - podtrzymanie obecnie zajmowanego miejsca. Nie ukrywam, że ruchy transferowe, które będziemy teraz wykonywać będą miały na celu budowę zespołu. Może zabrzmi to trochę niesportowo, ale nie ma sensu teraz składać zespołu z doświadczonych, ogranych piłkarzy. Z naszym budżetem dobrej, trzecioligowej drużyny o awans walczyć teraz nie możemy. Wszyscy pragną wielkiej Odry. Ale wielka Odra będzie wtedy jak będą wielkie pieniądze. To właśnie jest ta smutna kwestia. Wiadomo, pieniądze w piłce nie są wszystkim, ale bez nich nie da się nic zrobić...

 

Komentarze

  • jeruna
  • Dobry wywiad, tylko ja nie widze powiazania z tematem?
  • 2007-11-17 03:27:50
  • kulczyk
  • przeczytaj jeszcze raz od początku to zrozumiesz.
  • 2007-11-17 06:27:19
  • DEMON
  • oj widze że pięknie będzie ;]
  • 2007-11-17 07:22:37
  • snajper
  • kulczyk ma racje, ja tez nie zalapalem w pierwszej chwili.jezeli to cytat to walimy"" a tak to wyglada na informacje - Beda pieniadze! Jak beda pieniadze to juz brzmi inaczej. ogolnie dalej jest kicha. nie czepiam sie tylko zauwazylem ze czytelnik zostaje wprowadzony napewno nieumyslnie w blad
  • 2007-11-17 14:32:15
  • Komar88l
  • Może wyjaśnię wszelkie wątpliwości:

    Będą wielkie pieniądze - będzie wielka Odra
    =
    Jeśli będą pieniądze to wtedy będzie wielka Odra

    Jak ktoś został "wprowadzony w błąd" to pardon, nie trafił poprawnie z interpretacją.
  • 2007-11-17 16:39:42
  • MS
  • Uważam że Piegzik był lepszym zawodnikiem w tej rundzie niż Błażejewski. Co mecz szarpał lewą stroną i starał się coś robić a Błażejewski grał mocno w kratkę
  • 2007-11-19 01:58:01
  • michu
  • blad w temacie czy ja wiem wystarczy caly wywiad przeczytac i wszystko jasne , ale znak zapytania po ( wielkie pieniadze) moze ulatwiłby co niektorym
  • 2007-11-19 09:44:14
 

Aby dodać komentarz musisz się zlaogować